Językowe wpadki polityków

Michał Nowicki

Podczas ważnych spotkań na szczeblu międzynarodowym są obecni tłumacze. Czasem jednak politycy nie chcą z nich korzystać i sami mówią w obcym języku, co wychodzi im różnie i czasem doprowadza do zabawnych sytuacji.

Pyszna żona australijskiego premiera

W 2018 roku prezydent Francji, Emmanuel Macron, gościł z wizytą w Australii. Spotkał się tam między innymi z premierem Malcolmem Turnbullem, któremu towarzyszyła jego żona, Lucy. Podczas konferencji prasowej Macron podziękował za serdeczne przyjęcie w następujących słowach:

“Thank you and your delicious wife for your warm welcome, the perfect organisation of this trip.”

Macron zapewne chciał użyć słowa “delightful”, ale się pomylił.
Zabawna pomyłka francuskiego prezydenta wywowała raczej rozbawienie, niż oburzenie. Wiadomo, że angielski jest dla Macrona obcym językiem, choć trzeba przyznać, że radzi sobie z nim całkiem dobrze (nawet bardzo, jeśli porównamy go do poprzedników).

Niefortunna pogoda

Skoro o poprzednikach mowa, to podobna wpadka przydarzyła się również Francois Sarkozyemu, prezydentowi Francji w latach 2007-2012. W styczniu 2010 do Paryża przyjechała ówczesna Sekretarz Stanu USA, Hillary Clinton. Jako że warunki atmosferyczne niezbyt sprzyjały wówczas takiej wizycie, Sarkozy powiedział:

“Sorry for the time.”

Skąd taka pomyłka? Otóż po francusku pogoda i czas to to samo słowo: temps. Sarkozy, nie znający za bardzo angielskiego, założył widocznie, że tak samo jest po angielsku.

Prezydenci listy piszą

Po reelekcji Baracka Obamy na prezydenta USA, Francois Hollande, ówczesny prezydent Francji wysłał mu list z gratulacjami. Podpisał go:

Friendly,
Francois Hollande

Każdy, kto pisał kiedyś listy czy nawet maile po angielsku wie, że takiego wyrażenia tam się nie stosuje. Natomiast amicalement (czyli bezpośrednie tłumaczenie) jak najbardziej. Czyżby Hollande korzystał z Google Translate?

Zdjęcie

Tłumacze nie zawsze pomagają

Przekonał się o tym Prezydent USA Jimmy Carter, który odwiedził Polskę w 1977 roku. Jego samego nie można o nic obwiniać, bo zawalił tłumacz. Na przykład tak:

“I left the United States this morning”
“Porzuciłem Stany Zjednoczone na zawsze.”

“I have come to learn your opinions and understand your desires for the future.”
“Przybyłem tutaj, ponieważ Was pożądam.”

Kim był ów tłumacz? Raczej nie sabotażystą działającym na zlecenie Związku Radzieckiego. Po prostu znał polski dużo słabiej, niż mu się wydawało. Według artukułu opublikowanego na stronie The Washington Post (link) jego najmocniejszym językiem jest rosyjski. Nie przeszkodziło mu to jednak podjąć się tak ważnego tłumaczenia argumentując swoją znajomość polskiego kilkuletnim pobytem w naszym kraju. Podobno ów tłumacz nadal pracuje dla Departamentu Stanu i na szczęście nie tłumaczy już na język polski.

PODOBNE WPISY